sobota, 14 listopada 2009
dzisiaj wieczorem
pogoda wybornie barowo- jazzowa. wicher duje taki, ze malo lbow nie pourywa, a nie tam tylko jakies czapki... a ma byc gorzej jeszcze. jutro. sztormy nam zapowiadaja w londynie... burze, sie znaczy. nic a nic mi sie to nie podoba, bo aby do pracy musze sie z domu wynurzyc...
wtorek, 03 listopada 2009
niedziela, 25 października 2009
florencja
i jak tu sie nie zachwycic? pojawilo mi sie na mapie europy kolejne miasto, do ktorego winnam wrocic. i to na dluzej niz dwa dni... udalo sie, bo pogoda sprzyjala- przynajmniej pierwszego dnia, we florencji. nastepnego, w pizie, padalo caly dzien, ale bez ulewy sie obeszlo. nie ma co porownywac jednego miasta z drugim, bo wiadomo na ile sie zasluzyli medicci dla florencji, wiec pisa nie miala szans na takowe dotacje. mimo wszystko pisa tez zachwyca. tyle tylko, ze o wile mniej jest atrakcji i wyjatkowych miejsc do zobaczenia. udalo sie jednak wdrapac na krzywa wieze. smieszne uczucie, kiedy wspinajac sie po schodach nagle sobie uswiadomilam, ze tak jak inni, prawie ocieram sie o sciane, by zachowac rownowage, a tak naprawde to robie cos zupelnie odwrotnego :-) cala wieza jest wykonana z marmuru, wiec przy deszczu chodzenie po licznych schodach nie nalezy do przyjemnosci, ale widok z 'dachu' wiezy wynagradza trudy. dodatkowo jestem zauroczona kolorystyka, tak typowa dla toskanii, zolto-pomaranczowe barwy domow, z zielonymi lub ciemno-brazowymi okiennicami. pnace sie po tym wszystkim bluszcze i osypujacy sie tu i owdzie tynk...uczta dla oczu!
poniedziałek, 19 października 2009
brrr
zimno sie robi. trzeba sie bedzie dostosowac do warunkow znowu- chlodno i mokro... sezon zup otwarty! poczatki, jak na przeziebienie... rosolek, numer 1, i typowa angielska 'nalewka' z porow i ziemniakow, z duza iloscia pieprzu :) mniam! ale zeby sie lepiej nastawic psychicznie, jutro lece na 2 dni do pisy, yay! moze nawet sie zalapie na troche slonca, jesli mi szczescie dopisze chiara, jakies kartkowe zyczenia? ;-)
niedziela, 18 października 2009
odkrylam w sobie dzisiaj zlosc. i cale tony zalu. nie za to, ze moje zycie sie sypnelo i nie umiem go sobie poskladac, ale za to, ze ludzie tego ode mnie nie wymagaja. zle mi sie robi nad tymi wszystkimi 'uzalaczami', co by to najchetniej po glowce poglaskali, poklepali po ramieniu a potem sie odwracaja i opowiadaja historie jak to ja sie pozbierac nie moge. wyssane z palca! jestem pozbierana, tylko, ze ukladanka jest inna, ja sie zmienilam przez okolicznosci a nie z wyboru. staram sie byc twarda i nie wyplakiwac na niczyim ramieniu, nie podejmowac 'drazliwych' tematow, zyc na tyle ile mi jest dane i cieszyc sie tym co mam- nawet jesli stracilam to co najcenniejsze to nie moge rezygnowac z zycia. tyle, ze trzeba je przearanzowac. i jeszcze raz, jak do mnie dojdzie, ze ktos mnie publicznie zaluje to ta osoba bedzie miala czego zalowac rowniez... cholera! polska mentalnosc- nie wystarczy nosa pchac w nie swoje sprawy, nie, trzeba sie z butami pakowac! grrrrhhhh!
poniedziałek, 12 października 2009
czas
plynie. niezmiennie. bywa, ze nurt jest silny, ale tez czasem spowalnia. tak jak teraz. miejsca sobie znalezc nie moge. chcialoby sie pogadac albo nawet wyzalic... jakos nie ma komu. ludzie maja wlasne problemy... jedyne co moge zrobic to sie przemiescic, zmienic otoczenie. choc na chwile, na dzien jeden... w niedziele wyjechalam sobie za londyn. padalo, ale co tam dla mnie taka mzawka? z cukru nie jestem. i juz mi lepiej. spokojniej, ciszej w srodku, znowu moge sluchac wlasnych mysli. za tydzien lece na 2 dni do pizy, a w zasadzie zdecydowalam, ze sie zorientuje na miejscu-moze sie raczej przejade do florencji. podobno tylko kolo 40 min pociagiem ciagle w biegu, ciagle cos sie musi zmieniac, tak jakbym jakiegos bakcyla zlapala, od ktorego nie tyle, ze uwolnic sie nie mozna, ale od ktorego zaczyna zalezec moja egzystencja. a najdziwniejsze z tego wszystkiego, ze mi sie to podoba :) juz sie zastanawiam gdzie sie wybrac w listopadzie albo w styczniu...? :-)
czwartek, 01 października 2009
czas
nie chce mi sie wierzyc, ze to jutro bedzie poltorej roku jak Go nie ma... zycie sie toczy, wydlubalam sie z klopotow finansowych, tzn. posplacalam, jakos stanelam na nogi i udalo mi sie rowniez te nogi postawic w innych krajach, na innym kontynencie a w sercu nic sie nie zmienia. nadal na Niego czekam...
sobota, 15 sierpnia 2009
:)
zasiadlam do pracowego komputera w celu wysledzenia co slychac u moich blogowych znajomych, kiedy to do biura wszedl kolega- wspolpracownik, a jakze. spojrzal na ekran, gdzie wyswietla sie nazwa mojego bloga i zapytal: - who's Mr UFKA? ... ;)
wtorek, 04 sierpnia 2009
obiecuje, ze nadrobie niedlugo- dokoncze chiny i napisze o oslo i o maroku i jeszcze o lizbonie na szybciutko, ale nie dzisiaj, bom wykonczona... niedlugo...
sobota, 01 sierpnia 2009
|