piątek, 16 września 2011
rozdarta jestem- cialem w Anglii, dusza w Polsce, sercem w Izraelu...
wtorek, 13 września 2011
szukania sie ciag dalszy. 
pojechalam do Izraela i zakochalam sie w kraju po uszy!
bedac w Jerusalem poszlam do Holy Sepulchure o 5 rano i choc nie jestem specjalnie wierzaca osoba poczulam specjalna atmosfere tego miejsca. cos dziwnego we mnie peklo, otworzylo i wylalo strumieniami lez, uginajac moje kolana. tak jakbym dostapila oczyszczenia, jakby cos silniejszego chwycilo mnie w ramiona, jakbym poczula dlon mojej matki na glowie w gescie opieki. nawet teraz myslac o tym czuje naplywajace lzy. nie potrafie tego opisac, tej pewnosci, ze nie jestem sama, ze nie jestem odosobniona, ze zycie potrafi byc piekne mimo tego bolu w mojej piersi i ciemnych nocy i strachu przed porankiem.
tak jakby ktos czy cos wlalo ponownie nadzieje w moje serce. i wiare w ludzi. i ze bedzie dobrze. i pewnosc, ze zeby otrzymac pomocna dlon czasem trzeba tylko wyciagnac wlasna, uchylic czola i poprosic.
nowe drzwi zostaly przede mna uchylone. teraz tylko ode mnie zalezy co z tym zrobie
piątek, 24 czerwca 2011
missing piece
wlasnie dolaczam do grona sierot.
zawsze wiedzialam, ze to sie stanie, ale odsuwalam od siebie te mysl, przekonujac siebie, ze to jeszcze nie teraz, ze za szybko, ze mama swietnie sie trzyma, jest aktywna, energiczna etc etc
zycie jak zwykle postanowilo zadecydowac za nas
mialysmy sie zobaczyc w piatek. czyli dzisiaj. nie zdazylysmy.
mama od niedzieli jest w szpitalu, w spiaczce z postepujaca martwica mozgu. zbliza sie do konca. a ja nawet nie umiem okreslic jak sie czuje oprocz tego scisku w klatce, fizycznego z tesknoty za nia
to sie wydaje nieprawdopodobne, mam momentami wrazenie, ze wszystko sie dzieje obok mnie albo, ze ogladam film.

wydaje sie niemozliwe z tym wszystkim sie pogodzic, zaakceptowac, przetrawic a juz na pewno zrozumiec. jestem w stanie wyjasnic niemal wszystko z medycznego punktu widzenia, przeanalizowac, ale nie jednoczesnie myslac o kim mowie...

narasta we mnie bezsilna zlosc
niedziela, 29 maja 2011
nie udalo sie...
Emilka odeszla. a z nia zniknela we mnie kolejna czesc wiary, ze jest gdzies tam sens w tym wszystkim co nas dotyka, ze jestesmy czescia wiekszego planu, ktory nie jestesmy w stanie objac i pojac. ze wszystko jest po cos i ma powod i przyczyne.
mnostwo mysli klebi mi sie w glowie. mieszanka goryczy, zlosci i mimo wszystko nadziei, ze jeszcze moze byc dobrze. lepiej.
nawet nie probuje juz rozumiec. nadal nie umiem zaakceptowac.
poniedziałek, 09 maja 2011
EMILKA
jest dzielna. jest waleczna. jest silna. jest kochana i na pewno odczuwa milosc. pelna wiary i woli walki. jest malutka, tygodniowa, a walczy o wiele- o zycie trzech ludzi. walczy z zyciem o swoje wlasne. walczy na przekor przeciwnosciom dla swojej mamy. walczy ze zwatpieniem dla swojego taty.

ja sie nie modle, ale wierze w sile pozytywnej energii. wierze, ze mozna ja nakierowac. jesli to czytacie, prosze, pomyslcie o Emilce i dodajcie jej sily w tej, jak nierownej, walce...


bo trzeba wierzyc i miec nadzieje...
poniedziałek, 21 marca 2011
cisza
rzadkie chwile, kiedy to tylko dla siebie mam czas. chwile oczekiwania. tak jak dzisiaj- w oczekiwaniu na kolejna godzine, kiedy to znowu bede w ruchu. dzien kolejny. miesiac.
slowa nie przychodza juz do mnie tak latwo jak kiedys. brak treningu, przywabiania. nie lasza sie do mnie i nie prosza, by je na papierze utrwalic. krnabrne i nieposluszne.
i litery jakby mniej okragle.
moje litery, slowa, zdania zaczely tworzyc wlasne historie, do ktorych nie mam dostepu. nie mieszkaja w spokoju i kurzu bibliotek.zyja. odkrywaja na nowo, na swiezo, po swojemu to wszystko czego ja sama sie uczylam. nie potrzebuja mojej pomocy, prowadzenia za raczke.
tomy cale, ksiegozbiory, mijaja mnie na ulicy, ale juz swoje, wlasne, jakby niezrozumialym, obcym jezykiem spisane...
poniedziałek, 28 lutego 2011
dostalam dzis sms od bliskiego mi czlowieka z zapytaniem 'will you marry me?' 
wcielo mnie. w ziemie wbilo. a potem zezloscilo. 
skad taki pomysl? i to przez telefon...
i ze niby co mam teraz zrobic?
szalenstwo
moje zycie jest jedna wielka niespodzianka
wtorek, 08 lutego 2011
nie nadazam za czasem w tym roku. ani sie obejrzec a zaraz bedzie koniec lutego a potem to juz z gorki i polowa roku minie. i niby do czego tak ten czas goni? bo przeciez nie ucieka...?
sobota, 20 listopada 2010
dieta

mialam pare lat w zyciorysie, kiedy to miesa nie tykalam calkowicie- ani czerwonego ani bialego. na zapach szynki mi sie niedobrze robilo i takie tam. samo z siebie, bez przeslan i ideologii. az ktoregos dnia wzielo mnie bohatersko na darowizne- poszlam krew oddac. jako ze najpierw trzeba przejsc podstawowe badania, to musialam poczekac na wyniki. podstawowe. wyszlam z punktu krwiodawstwa z recepta na magnez, zelazo i przykazaniem wizyty u doktora w celu opracowania dalszej taktyki. nadziwic sie nie moglam... ja? na skraju anemii? niemozliwe. czuje sie wysmienicie. nie mialam nawet przeziebienia przez ostatnie pare lat. ani za chuda ani za gruba. troche to zignorowalam. i do lekarza jakos mi nie po drodze bylo.

do czasu.

az zemdlalam. ot tak, bez wysilku, bez przemeczenia czy ekstremalnych warunkow klimatycznych. padlam. na chwile tylko. nie przestraszylam sie, ale koniecznie musialam sie dowiedziec o co chodzi. doktor, badania, dalsze badania. wszystko niby w porzadku tylko zelazo w wysokim niedoborze. tabletki takie a smakie. magnezy. buraki. ale nie moglo sie obejsc bez miesa. i to tego czerwonego. okazalo sie- po kolejnej serii testow- ze nie wazne co bym jadla, pila czy zazywala, bez miesa zelazo sobie przeze mnie przelatuje. przeplywa. sie nie zatrzymuje na dlugo. no to trzeba bylo wrocic do schabowych, watrobki i zrazow...

a co ja tak medycznie? bo sie zbulwersowalam komentarzem jakiejs niedouczonej wegetarianki, ktora spozywa tylko ryby (fiszeterianie czy jak im tam), jak to biedne zwierzeta sa z mojej winy zabijane. i to w jakich warunkach! no to wytlumaczylam idiotce, ze duzo zalezy od tego gdzie i co sie kupuje. swiadome zakupy wchodza tu w gre jak te jajka od kur, ktore sobie swobodnie biegaja a nie siedza w klatce itp itd. a ona co? niby lepsza? przez jej milosc do tunczyka z puszki gina delfiny...

poza tym naturalnie nasz gatunek jest drapieznikiem, wiec niech mi nie wciska kitu o biednych zwierzatkach jak codziennie chodzi w butach ze skory jednego z nich, torebke ma z drugiego a rekawiczki z trzeciego...

sobota, 13 listopada 2010
zimno sie zrobilo, wiec w wolnych chwilach oddaje sie czytaniu, muzyce, filmom i gotowaniu.
w zaciszu domowym.
bosko.
deszcz siecze po oknach
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43